NATEMAT POLECA Pojechaliśmy do Puszczy Białowieskiej. To nie kornik i minister Szyszko są największymi szkodnikami

Szwajcarzy mogą nie sprostać wyzwaniom

Pretekst w postaci krótkotrwałego naruszenia bariery 1,20 na EUR/CHF sprawił, iż dyskusja nad wyborem nowego szefa Narodowego Banku Szwajcarii przyspieszyła. Jedna z gazet napisała nawet, iż SNB desperacko potrzebuje generała. Czy to jednak wystarczy, aby wygrać wojnę z rynkiem, który w najbliższych tygodniach będzie chciał sprawdzić determinację Szwajcarów na rynku?

Na teoretycznie „uśpionym” ostatnio rynku franka dzieje się coraz więcej ciekawych rzeczy. W czwartek, 5 kwietnia po publikacji danych nt. marcowej inflacji, ktoś postanowił sprawdzić determinację Narodowego Banku Szwajcarii i kurs EUR/CHF minimalnie naruszył barierę 1,20. SNB nie zareagował od razu, a później ograniczył się tylko do „wyprowadzenia kursu” ponad wspomniany poziom. Jak później spekulowano użył do tego skromnych środków. Jednocześnie kilka dni później p.o. prezesa SNB, Thomas Jordan powtórzył starą mantrę – iż bank centralny ma nieograniczone możliwości do obrony kursu i będzie z nich korzystał, jeżeli zajdzie taka potrzeba. Tylko, czy nie jest tak, że Szwajcarom na tym coraz mniej zależy. Z punktu widzenia perspektyw gospodarki może to przynieść więcej szkód, niż korzyści – pozostaje tylko kwestia zachowania prestiżu banku centralnego.



Na rynku można jeszcze znaleźć opinie, iż SNB powinien teraz mocniej zadziałać i podnieść barierę EUR/CHF z 1,20 na 1,25. Tylko zastanówmy się przez chwilę – im wyższy poziom, tym więcej środków trzeba będzie wydać na jego obronę (dodrukować franków). Sprawa byłaby prostsza, gdybyśmy mieli stabilizację w strefie euro – tymczasem jest dokładnie odwrotnie: ryzyko związane z długiem Hiszpanii spędza sen z powiek coraz większej liczbie inwestorów, chociaż niektórzy z nich wciąż próbują zachowywać dobry nastrój. Bo problemy Hiszpanii automatycznie przełożą się na Włochy, a także Portugalię, która nie będzie zdolna wrócić na rynki finansowe w 2013 r. Bailout, czyli zewnętrzne finansowanie aż dla trzech krajów, to koszmar dla europejskich polityków, a zwłaszcza dla kanclerz Angeli Merkel. Realnych kwot rzędu 1,0-1,5 bln EUR w funduszach ratunkowych nie ma i nie będzie, z kolei Europejski Bank Centralny może mieć ograniczone pole manewru po ostatnich dwóch aukcjach LTRO, które doprowadziły do wyraźnego wzrostu jego sumy bilansowej.

Do czego zmierzam? Narodowy Bank Szwajcarii nie będzie chciał dopuścić do przeważenia euro w portfelu, które będą wynikiem interwencji w celu obrony 1,20 na EUR/CHF. Niewykluczone, że będzie starał się szybko wymienić wspólną walutę na rynku, prowadząc chociażby do zwiększenia presji spadkowej na EUR/USD. Problem tkwi jednak gdzie indziej. Każda obrona kursu ma swoje koszty – w 1978 r. Szwajcarzy powiązali kurs franka z niemiecką marką, aby nie dopuścić do dalszej zwyżki własnej waluty. Pomysł zarzucono po kilku latach, gdyż efektem był wyraźny wzrost inflacji (wtedy jednak mieliśmy też tzw. szok naftowy).

Rynki spodziewają się poprawy sytuacji w szwajcarskiej gospodarce w perspektywie najbliższych kwartałów – to oczywiście może się zmienić, jeżeli dojdzie do sporych zawirowań w strefie euro. To jednak nie zaszkodzi frankowi, a wręcz może tylko zwiększyć presję na jego umocnienie – na zasadzie poszukiwania „bezpiecznej” przystani. Tym samym SNB nie zlikwiduje problemu inflacji, chociaż może się ona nieco oddalić. Czy jednak determinacja do utrzymywania bariery 1,20 na EUR/CHF będzie aż tak duża? Wątpliwe. Gra przeciwko SNB już się rozpoczęła i być może wygrają ją spekulanci. Problemem jest tylko właściwy „timing”.

Marek Rogalski – główny analityk walutowy DM BOŚ
Trwa ładowanie komentarzy...